To był tydzień!

Cztery dni laby! Kiedyś człowiek musi odebrać nadgodziny. Szkoda tylko, że dzisiaj słoneczko nie chce wyjrzeć zza chmur. Temperatura za oknem -1°C, i śmiesznie mało śniegu. Ale co tam, kiedy kocha się życie nie za to jakie jest, ale za to, że w ogóle jest.
Wszak mogłam się nie narodzić, jak miliardy moich braci i sióstr. Spokojnie, nie odwaliło mi, aby plemnik nazywać człowiekiem, to tylko metafora.
Od dzieciństwa marzyłam, aby mieć starszego brata. Przyjaciółki miały. Osobisty bodyguard to dla dziewczyny wielkie ułatwienie życia. Musiałam sama stawiać czoło różnym oszołomom, bo wielbicieli przeganiał ochoczo Tato. Ojcowie tak już mają, że bronią cnoty córek niczym średniowieczni rycerze honoru Damy swojego serca.

Skoro już wspomniałam o rodzicielstwie, słów kilka na temat ostatniej hecy w Sejmie. Żeby opozycja ramię w ramię nie poparła projektu „Ratujmy kobiety”? I to wówczas, kiedy sam Prezes Kaczyński był za? Co mi po tym, że posłowie którzy wstrzymali się od zabrania głosu poniosą konsekwencje, skoro projekt upadł.

Aby sprawa była jasna, nie uważam, że aborcja ma stać się formą antykoncepcji, ale jestem zdania, że to kobieta powinna mieć decydujące zdanie w sprawie dziecka poczętego – jak ochoczo  niektórzy nazywają zygotę. Żaden duchowny, ani parlamentarzysta, czy tzw. „matki Polki” , nie mają prawa dyktować żadnej kobiecie warunków, w jakich ma spędzić resztę swojego życia.

Co do parlamentarnego głosowania. Nie po to oddałam swój obywatelski głos na danego polityka, aby się wstrzymywał od zabrania głosu w sprawie dotyczącej społeczeństwa. Powinien mieć obowiązek konkretnego ustosunkowania się do sprawy będącej przedmiotem poselskiego głosowania. Albo być za, albo przeciw, bez chowania głowy w piasek. Co o tym sądzicie, moi mili?

Matylda